piątek, 29 lipca 2016

Napój Arizona

Cześć Misiaczki! Dzisiaj dzień zaczynam wyjątkowo od śniadania przed laptopem i notki dla Was. A to dlatego, że to już dziś nadszedł piątek, TEN piątek. Mamy dzisiaj gości i to do tego moją najlepszą przyjaciółkę! Po miesiącu nie widzenia się z nią (ponad) jestem podekscytowana. Tyle mamy do obgadania! Z tego też tytułu muszę posprzątać trochę mieszkanie no i coś przygotować do jedzonka na wieczór dla nas. Zostają u nas do niedzieli rana a ja wraz z nimi jadę do Polski. Tak więc czeka mnie dziś jeszcze pakowanie, wiecie jak to jest jak są goście.. najlepiej pakować się samemu, żeby niczego nie zapomnieć. No i powiem Wam, że tak się już zadomowiłam w Niemczech, że tak mi szkoda zostawiać tutaj tego mieszkania i mojego Misia. Wiem, że wrócę za trzy tygodnie ale to dość sporo.  Okazało się jeszcze, że szkołę językową zaczynam dopiero pod koniec września. Trochę mi się to nie podoba, bo to kolejny miesiąc w domu .No dobra koniec smęcenia. Z racji tego, że w weekend mam gości posta żadnego nie będzie. Myślę, że jak już będę w Polsce znajdę czas na posty tutaj. Nie będą one tak często jak dotychczas, bo pewnie będę miała mniej czasu ale będę się starała znaleźć go jak najwięcej. Trochę długi wstęp dzisiaj ale chciałam Was poinformować o tych sprawach. A dzisiaj.. Napoje Arizona.


Generalnie jest kilka rodzai tej oto herbatki ale z chłopakiem zdecydowaliśmy się na dwa rodzaje - na drogę powrotną z zakupów. Jako, że nigdy nie piłam tego napoju, a wiele słyszałam i widziałam, od razu mi wpadły w oko. Ja zdecydowałam się na wersję cytrynową (po lewej) a mój miś na kowbojski koktajl (po prawej). Na początku miałam chwilę zwątpienia, bo cholernie kusiła mnie butelka Green Tea with Honey  (na pewno ją kojarzycie, ta najładniejsza ze wszystkich) ale Bogu dzięki się opanowałam i nie żałuję, bo od razu po powrocie wstukałam w google i okazało się z recenzji, że smakuje jak zwykła herbata a miodu nawet nie czuć. 


Zacznę więc od mojego wyboru herbaty cytrynowej. Postawiłam na klasykę no i oczywiście butelkę. Była w miarę w moim guście z zewnątrz jak i w środku i tak oto wylądowała w moich rękach. Opakowanie bardzo na plus oczywiście. Fajna poręczna butelka, do ponownego odtworzenia. Tak, tutaj w Niemczech wszystkie butelki plastikowe zbieramy. Potem idziemy z nimi do sklepu, wrzucamy do takiego automatu, który je gniecie i za sztukę dostajemy kilkadziesiąt centów, dokładnie Wam nie powiem. Te pieniądze możemy po prostu wziąć lub zrobić zakupy za tą kwotę lub sobie odjąć tą kwotę od zakupów. Mieszkałam w małym miasteczku w Polsce ale w większych też może już tak jest i u Nas. Nie wiem. Ale bardzo fajna opcja. Wracając do tematu.. smak. Ogólnie lubię herbatę z cytryną na zimno i mi smakuje choć znacznie lepsza od tej jest Nestea. Szkoda, że nie
ma takich cudownych opakowań bo byłby to ideał. 


Napój również kolor ma taki sam jak herbata z cytryną. Jeśli chodzi o cenę, my w Niemczech za butelkę 500ml, zapłaciliśmy 90 centów lub euro, więc cena tutaj bardzo przyjemna. Jednak patrząc na polskie ceny tego produktu trochę się przerażam, bo dochodzą nawet do około 6zł. Zależy gdzie i czy promocja czy nie. 6zł ten napój nie jest warty, wierzcie mi. Jedyny bajer to butelka i nic więcej. Jeśli chodzi o skład, prezentuje się to tak: 


W Polsce nabyć go można w Tesco na pewno, sezonowo w Biedronce, Fresh Markecie i Żabce. Oczywiście dostępny jest też w sklepach internetowych ale jak na moje oko nie opłaca się to, gdyż przesyłka jest droższa od samego napoju. Chyba, że chcecie zamawiać hurtem :) 


Ten napój już nie smakuje jak herbata. Smakuje po prostu jak sok wieloowocowy z naciskiem na arbuz. Czuć arbuza w napoju dość intensywnie. Jeśli jesteście fanami arbuzowego tymbarka na pewno Wam zasmakuje. Oprócz arbuza, tak jak widać na opakowaniu, jeszcze mamy kiwi i gruszkę. Smak bardziej w stylu mojego Ukochanego choć jest dla mnie do wypicia to wow nie ma. 


Napój oczywiście w kolorze lekko różowym za sprawą arbuza. No i również dorzucam Wam skład. 


Podsumowując powiem tak, napój jest spoko fajny, idealny na upalne dni. Jeszcze lepszy smakuje schłodzony wg mojego gustu. I najlepiej z lodem. Natomiast są o wiele lepsze od niego i nie ma tutaj żadnego zachwytu. No chyba, że mówimy o butelce. W nich jestem zakochana!

A Wy jakie macie zdanie na temat tych napoi? Piłyście? Smakują Wam czy nie? Odpowiedzi w komentarzach żabki jak zawsze :) 

Apropo komentarzy.. dziękuje Wam z całego serca z taką aktywność pod ostatnim postem! Zaskakujecie mnie tak wielkim odzewem i motywujecie. Dziękuje bardzo każdej z osobna i życzę Wam udanego weekendu! 

wtorek, 26 lipca 2016

Białe spodnie bazą do wielu stylizacji

Cześć Robaczki! Dzisiaj jestem od 7 na nogach, gdyż o 8 miał stawić się u Nas technik od internetu. Tak wyszło, że przez miesiąc ciągnęliśmy na WiFi od sąsiada gdyż u Nas mieli problem założyć ale przyjechał inny Pan specjalista i wszystko hula już w całym mieszkaniu. Taka to była udręka siedzieć tylko w jednym miejscu aby mieć połączenie z Internetem, ze światem i znajomymi! No i tak zeszły mi gdzieś 3 godziny z rana na nic nie robieniu i czekaniu aż technik skończy swoją pracę. U mnie dzisiaj pogoda wymarzona - niebieskie niebo, słońce, nie bardzo upalnie. Aż chce się żyć! Przechodząc do dzisiejszego posta.. nie będzie dzisiaj o żadnym kosmetyku z Avonu :P Wiem, że czujecie ulgę! Każda z nas w swojej szafie ma na pewno taką rzecz (a może nawet i kilka) uniwersalną, którą można założyć absolutnie do wszystkiego. Nazwijmy to bazą do stylizacji. U mnie taką jedną z wielu baz w szafie są białe spodnie. Wiem, że jak je założę nie będę stała i gapiła się pusto w szafę zastanawiając się co do tego ubrać. A zapewne wiele z Was tak właśnie ma. A więc zaczynamy..


Stylizacja 1. Białe spodnie możemy spokojnie połączyć z białą górą. Oczywiście jak na moje oko, góra powinna mieć jakiś motyw, nadruk czy obrazek ze względu na to by nie było za nudno. Buty, tu mamy dowolność, jaki kolor byśmy nie ubrały będzie pasowało i to właśnie lubię! 
(bluzka - Danielle Butique, spodnie - Danielle Butique, buty - miejski sklepik)


Stylizacja 2. Bardzo podobna do pierwszej tyle, że trochę bardziej sportowa ze względu na bluzę. Bluza z nadrukiem, podkład biały. Tutaj już należałoby zachować jakiś gust kolorystyczny co do butów i nie wypalić np. w pomarańczowych. 
(bluza - Danielle Butique, spodnie - Danielle Butique, buty - miejski sklepik)


Stylizacja 3. Białe spodnie również cudowne współgrają z balerinkami w każdym kolorze! Koszula tutaj również dobrze zdaje egzamin moim zdaniem. 
(koszula - Danielle Butique, spodnie - Danielle Butique, buty - miejski sklepik)


Stylizacja 4. Białe spodnie i bardzo elegancja koszula. Taki zestaw świetnie nadaje się do pracy w biurze jak na jakieś eleganckie wyjście z koleżankami na drinka. 
(koszula - Danielle Butique, spodnie - Danielle Butique, buty - miejski sklepik, torebka - Danielle Butique)


Stylizacja 5. W końcu przyszła pora na szpilki w połączeniu z białymi spodniami. Dla mnie cudeńko. Można wyskoczyć tak do clubu, na randkę czy na drinka z przyjaciółkami. 
(koszula - Danielle Butique, spodnie - Danielle Butique, buty - Stradivarius)


Stylizacja 6. Białe spodnie ze zwykłym tshirtem i jeansową kurteczką. Kocham takie połączenia. Idealna stylizacja na każdy dzień. 
(t-shirt - Sinsay, kurtka jeansowa - butik miejski, spodnie - Danielle Butique, buty - Wassyl)


Stylizacja 7. Bluzeczka w stylu boho z białymi spodniami. Kocham się w kolorze khaki i myślę, że mi pasuje. Również idealna stylizacja na co dzień. 
(bluzka - Reserved, spodnie - Danielle Butique, okulary - Sinsay)

Reasumując białe spodnie dla mnie to cud wielki, gdyż jak widać co by się nie założyło na górę i stopy, po prostu pasuje! Nigdy nie mam problemu co założyć do białych spodni i czy to będzie pasowało :)

Która stylizacja przypadła Wam najbardziej do gustu? Chcecie więcej takich postów? Piszcie w komentarzach słoneczka :) 

poniedziałek, 25 lipca 2016

Rewitalizująca maska do twarzy z ekstraktem z nasion Moringa

Cześć Słoneczka! Kolejny weekend przeleciał mi w mgnieniu oka. Dzisiaj standardowo, jak to w poniedziałki rano, ogarniałam mieszkanie po całym weekendzie. Z racji tego, że nie pracuję i siedzę w domu, nie sprzątam w weekendy tylko spędzam czas z moim Ukochanym. Wczoraj nastąpił mały progres i uwaga, poszliśmy pierwszy raz biegać. Zebraliśmy się, zmotywowaliśmy, ubraliśmy i przebiegliśmy się wieczorem. Muszę zaznaczyć, że nie biegałam od.. bardzo bardzo dawna, nawet nie pamiętam kiedy. Nie przebiegłam zbyt wiele, trochę szłam szybkim korkiem, trochę truchtałam. Ale wiecie co? Jestem z siebie zadowolona, że w końcu się ruszyłam i wyszłam. Mamy zamiar biegać co drugi dzień, zobaczymy jak nam pójdzie :) Za tydzień w weekend ma Nas odwiedzić Moja przyjaciółka no i mam zabrać się z nimi do Polski. Taki jest plan. Dzisiaj przychodzę do Was znowu z kosmetykiem z Avonu (zabijcie mnie:D). Obiecuje, że następny kosmetyk jaki się pojawi nie będzie z tej firmy! Jest to maseczka, która idealnie nadaje się na upalne dni i dostarcza nam mega orzeźwienie twarzy.


Rewitalizująca maska do twarzy z ekstraktem z nasion Moringa. Może część z Was słyszała o nasionach Moringa, może część nie. Dla tych co nie słyszeli: Pochodzą one z drzewa zwanego życiodajnym, długowiecznym a także cudownym. Drzewko to należy do starożytnych roślin leczniczych. Proszek z liści Moringa stosowany jest z powodzeniem w walce z niedożywieniem oraz niewłaściwym odżywaniem w krajach trzeciego świata. Dlaczego? W liściach drzewa zawarte są wszystkie niezbędne do życia aminokwasy, kwasy tłuszczowe oraz dużo witamin i minerałów. Drzewo to w naturze rośnie na południowych zboczach Himalajów. 


I tak oto rodem z Himalajów przed nami maseczka rewitalizująca. Orzeźwiający zapach eukaliptusa, liści mięty oraz wanilii. W rzeczywistości zapach przypominający mi typowo męski. Jednak bardzo przyjemny i orzeźwiający. 


Opakowanie maseczki to standardowe opakowanie każdej z Avonu. Pojemność 75ml. Cena maseczek w tej firmie zawsze kręci się około 10zł. Kiedyś na promocji za około 8zł kupiłam również pędzelek do nakładania maseczek, ze względu na to, że zawsze miałam potem lepkie ręce, ułatwia to sprawę zdecydowanie. A dodatkowo czuję się jakbym faktycznie była w spa :D 


Konsystencja maseczki jest dosyć gęsta i żelowa. Jak widzicie na zdjęciu. Ale za to fajnie się ją nakłada na pędzel i nie zjeżdża. Rozprowadzanie jej jest przyjemne i wygodne. Już po nałożeniu czuć lekki chłód a potem delikatne pieczenie (bardzo delikatne). Dla mnie to znak, że maseczka działa i coś się dzieje. Zazwyczaj maseczki nakładam jak leżę sobie w wannie więc plusem dla mnie jest to, że wystarczy tylko 10 minut trzymać ją na twarzy. Producent zaleca nałożyć dość sporą warstwę. Stosować ją można 1-2 razy w tygodniu. Szkoda, bo w upalne dni przynosi ulgę zmęczonej twarzy i mogłabym ją wtedy stosować codziennie. Wrażenie jakby się położyło na niej kostki lodu - fantastyczne. 



Skóra twarzy po zdjęciu maseczki jest delikatnie ściągnięta i nawilżona. Jestem zadowolona z jej działania. Przyjemnie orzeźwia i nawilża. Polecam w szczególności w okresie letnim ze względu na cudowne uczucie orzeźwienia! 


U mnie na drugie śniadanie wjeżdżają owoce z dużą dawką witamin! 

Używałyście tej maseczki? A może jakiś innych z Avonu? A może jakiejś innej z nasionami Moringa? Piszcie w komentarzach! :)

piątek, 22 lipca 2016

Rozświetlający żel-krem do twarzy na noc z pyłem perłowym i algami

Cześć Misie! Piątek, piąteczek, piątunio już dziś :) U mnie weekend nie zapowiada się obiecująco, gdyż nie mamy żadnych planów jak na razie. Dzisiaj od rana jestem totalnie zamulona, to siedzenie w domu bardzo źle na mnie wpływa. Lubię być w ruchu. Zawsze robię więcej gdy pracuję, mam do załatwienia multum rzeczy i znajduje jeszcze czas dla siebie. Wtedy czuję się najlepiej. Teraz nie potrafię się do niczego zmobilizować, nawet mycie podłogi jest dla mnie mega wyzwaniem :( Ale pociesza mnie fakt, że za tydzień, jeśli wszystko wypali jadę do Polski na 3 tygodnie! Są plusy i minusy. Będę tęskniła z moim Ukochanym ale w Polsce nie będę się nudziła. Mam tam sklep, który muszę ogarnąć, jechać po towar, poukładać go, porobić zdjęcia, spotkać się ze wszystkimi znajomymi, poopalać się, po korzystać z tarasu, tutaj niestety nie mam. W między czasie wyrywam jeszcze zęba chirurgicznie (już mam stres, a to dopiero drugi, do wyrwania mam jeszcze 3! wszystko pod aparat ortodontyczny) i muszę zaliczyć dentystę. Także myślę, że te 3 tygodnie zlecą jak z bicza strzelił a kiedy wrócę, nie minie tydzień i zacznę szkołę języka. Mam nadzieje, że jakoś się rozruszam i nabiorę większej chęci do życia. Siedzenie w domu jest złe! Nie polecam. Dobra, wyżaliłam się teraz czas przejść do dzisiejszego tematu posta, którym jest rozświetlający żel-krem do twarzy na noc z pyłem perłowym i algami.


Jak już zdążyliście zauważyć, jestem fanką kosmetyków z Avonu. Może dlatego, że jestem konsultantką i praktycznie kosmetyki które zamawiam mam za darmo i to mnie napędza. Nie wiem sama. O tym żelu w zasadzie dowiedziałam się od przyjaciółki i dopiero wtedy go zamówiłam. Zachwalała go bardzo więc po prostu musiałam go mieć. 


Pudełeczko jest bardzo fajne, mamy cały czas podgląd na to ile mamy jeszcze żelu, gdyż w całości jest przeźroczyste. Żel liczy sobie 75ml, cena za taką pojemność (na promocji) to ok. 10zł więc jest bardzo przystępna. Ogólnie seria Planet spa z Avonu jest dla mnie cudowna. Posiadam dużo maseczek do twarzy z tej serii ale to innym razem. Żel-krem zawiera ekstrakt alg i pył perłowy. Dzięki perłom żel jest delikatnie świecący. Pachnie cudownie ale i stonowanie. Nie podrażnia nozdzy. Nakładać możemy go codziennie na wieczór, po wcześniejszym oczyszczeniu twarzy. 


Od producenta:
Rozświetlająco-odmładzający żel-krem do twarzy na noc z pyłem perłowym i algami. 
• odświeża i dodaje energii skórze 
• wyrównuje koloryt 
• przywraca skórze młodszy wygląd 

Jak działa: 
Żel-krem zawiera ekstrakt alg i pył perłowy. W ciągu nocy dodaje skórze energii, wyrównuje koloryt i przywraca jej młodszy wygląd. Przeznaczony do codziennego stosowania. Testowany dermatologicznie i klinicznie. 

Jak stosować: 
Nałóż krem raz dziennie wieczorem na oczyszczoną skórę. Niewielką ilość kremu aplikuj na czoło, policzki, okolice oczu (kurze łapki) i podbródek. Rozprowadź krem równomiernie opuszkami palców.


Ja u siebie efekty zauważyłam już po kilku pierwszych stosowaniach. Moja skóra twarzy z rana była rozświetlona i pełna energii, delikatnie napięta. Konsystencja kremu jest bardzo lekka. Dodatkowym atutem jest to, że żel jest bardzo wydajny. Starcza na naprawdę długo. Już kupiłam kolejny żel-krem, tyle, że z innej serii. Czekam aż ten mi się skończy aby przetestować nowy :) Reasumując jestem mega zadowolona z działania tego produktu. Cena jest bardzo przyjemna i myślę, że powinnyście go koniecznie wypróbować, bo nie pożałujecie :)


Chciałabym Wam jeszcze bardzo podziękować za tyle komentarzy pod poprzednimi postami, naprawdę mnie to motywuje do tego, żeby tu pisać jak najczęściej! :) 

A wy macie ten żel-krem? Używałyście go kiedyś? A może stosujecie inną pielęgnacje twarzy na noc? Piszcie w komentarzach żabki :) 

czwartek, 21 lipca 2016

Zestaw kosmetyków Avon Kokos i Karambola

Cześć Kochane! U mnie po fali upałów, w końcu przyszedł upragniony deszcz. Wiem, zwyzywacie mnie, że wakacje, że powinno być ciepło itd. Wierzcie, że 36 stopni w cieniu to już udręka, niespanie po nocach, w dzień gorąco - w noc gorąco. Bez klimatyzacji długo tak nie da rady, jeszcze bez możliwości pójścia nad wodę. Wczoraj byliśmy na biegu. Mój Ukochany biegł z firmy. Udział brało, żeby Was nie skłamać, około 100 firm, więc ludzi na maxa. Gorąco ze 35 stopni o godzinie 18! Do tej pory jakoś nie mogę uwierzyć w to, że przebiegł! Nie to, że w niego nie wierzę ale nie uprawia żadnego sportu, poza jeżdżeniem do pracy na rowerze. Jestem z niego dumna! Dzisiaj przygotowałam dla Was coś egzotycznego.


Zestaw kosmetyków z Avonu o zapachu kokosu i karamboli. Zawiera: mgiełkę do ciała (100ml), balsam do ciała (200ml) oraz żel pod prysznic (200ml). Zdecydowałam się na jego zamówienie głównie ze względu na kokos, uwielbiam je i ich zapach. Dodatkowo cena, jako konsultankę wyniósł mnie on około 13zł. Pomyślałam, że na lato sprawdzi się idealnie! Ale czy tak było? Zacznijmy od mgiełki. 


Pierwsze co przyszedł mój zestaw w ruch poszła mgiełka, musiałam sprawdzić jak na żywo pachnie no i już się zakochałam! Jeśli lubicie kokosy i egzotyczne klimaty to będziecie zachwycone! Ja mogłabym siedzieć i wąchać swoje ręce po wypsikaniu się nią :P Mgiełka wzbogacona jest witaminami E i C. Jest mega orzeźwiająca. Przydatna jest szczególnie w upalne dni, bo przynosi ulgę i chłód. Można używać jej sobie do woli w ciągu dnia i cieszyć się zapachem, choć jest dosyć trwały. Wiadomo, nie jest to perfum ani woda perfumowana ale w zestawieniu tych 3 kosmetyków zapach utrzymuje się dosyć długo :) 


Żel pod prysznic. Ogólnie uwielbiam żele z Avonu, zawsze pięknie pachną i długo utrzymują swój zapach na ciele. Ten również mnie nie zawiódł pod tym względem. Nie potrzeba go dużo. Fajnie się pieni. W wannie czuję się jakbym była w jakimś egotycznym kraju w ręce z drinkiem, zamykam oczy i się relaksuję :) Zapach jak wspomniałam utrzymuje się długo, wyczuwalny jest nawet rano, oczywiście jeśli nie zastosujemy jakieś innego balsamu o innym zapachu. 


Ostatnim kosmetykiem z całej trójki jest balsam do ciała nawilżenie do 30h. Nie użyłam go zbyt dużo, gdyż jestem uzależniona od Indigo! Ale jest naprawdę nawilżający. Jest dosyć rzadki, czyli idealny na lato. Szybko się wchłania. Zapach nieco się różni od żelu i mgiełki. Nie przeszkadza mi to jednak, zazwyczaj stosuję jedno i drugie. Z całej trójki lubię go nieco mniej. Choć ogromny plus za nawilżanie. Zestaw jest wprost idealny na lato i upały. Jeśli nie wybieracie się w żadne egzotyczne kraje na wakacje, polecam zafundować sobie taki mały zestaw i się tam przenieść w myślach :) 

Używałyście kosmetyków z tej serii? Lubicie Avon? Piszcie w komentarzach jakie jest Wasze zdanie :)

wtorek, 19 lipca 2016

Moje pazurki - przegląd

Cześć żabki! U mnie dzisiaj ukrop straszny, niebo bezchmurne, chłodzę się chłodnymi napojami. Dzień zaczęłam dziś od robienia pazurków (nie licząc oczywiście śniadania), to natchnęło mnie do posta. Jak się domyślacie będzie o paznokciach i to moich. Jako że jestem fanką trzaskania fotek pazurków mam ich sporo. Wiadomo nie wszystkie uwieczniłam szczególnie jeśli chodzi o te starsze ale troszkę się tego nazbierało. Zacznę od paznokci żelowych, które robiłam u mojej stylistki a potem moje grzebanko hybrydą. Zapraszam do oglądania :)









A teraz moje dzieła :) Proszę o wyrozumiałość gdyż niedawno zaczęłam się wdrażać :)




I dzisiejsze bardzo podobne do tych wyżej (mam mało kolorków na razie) :)


Na końcu chciałabym Wam się jeszcze pochwalić moimi zdobyczami z wyprzedaży. Wczoraj normalnie pojechaliśmy z moim Ukochanym na zakupy spożywcze do reala. Poszłam na dział kosmetyków w poszukiwaniu antyperspirantu no i znalazłam mojego ulubionego Garniera, co prawda małego ale uwaga za 1 euro! Czyli z dzisiejszym kursem walut jest to 4,37zł!! Tak tanio jeszcze nie kupiłam Garniera. Mały średnio kosztuje około 10zł a duży 13zł. Do tego dorwałam jeszcze płyn micelarny również Garnier za 3 euro, czyli 13,11zł - średnio kosztuje 20zł. Wiadomo czasami można kupić nawet za dychę. Ale i tak się ciesze, mam na zapas! 



Jak podobają się Wam moje pazurki? Robicie sobie też same w domu? Lakier a może hybryda? Robicie u kogoś? Piszcie w komentarzach :)

poniedziałek, 18 lipca 2016

Strój kąpielowy z AliExpress

Cześć Kochane! Jak u Was po weekendzie? U mnie sobota bardzo aktywna, rowerki, cały dzień poza domem, ból brzucha, znowu rowerki i impreza na plaży. Za to niedziela cała zmarnowana, bo przeleżana w łóżku ale za to z Ukochanym. Od rana dziś u mnie się dzieje gdyż mieszkanie było w ubłaganym stanie. Dopiero teraz usiadłam. W tym całym sprzątaniu porannym zdążyłam także przygotować dla Was posta. Chciałam podzielić się z Wami moim pierwszym kupnem na AliExpress. Słyszałam o tej stronie, czytałam ale zawsze bałam się zamawiać coś z Chin i w ogóle z zagranicznych stron. Dopiero dzięki mojej przyjaciółce, która tam zamawia, aktualnie co chwilę coś, odważyłam się. Pokazała mi co i jak, no i tak oto przyszedł do mnie strój kąpielowy. Od dłuższego czasu miałam chrapkę na brazylijskie bikini no i takie też wybrałam. Zdjęcie z aukcji:



Nigdy nie miałam czarnego bikini. Ciężko mi było się na coś zdecydować. Chciałam coś innego niż już posiadam/posiadałam. Jako, że lubię niebieski, zieleń wybrałam taką kolorystykę. Strój zamówiłam 8 kwietnia 2016, szedł 4 tygodnie. Już myślałam, że nie przyjdzie, kiedy na ostatni dzień po upływie 4 tyg dotarł. Zapakowany w kopertę bąbelkową. Dodatkowo w środku zapakowany przyszedł jeszcze w folię:


Jeśli chodzi o zapakowanie picuś glancuś. Strój przyszedł nowy, posiadał nalepkę na majtkach. Jeśli chodzi o rozmiar to trafiłam nie mal, że idealnie. Majtki perfekt. Góra trochę luźna w obwodzie ale była opcja zmniejszenia tego własnoręcznie więc nie jest to dla mnie minusem. Gdybym wzięła mniejszy rozmiar nie zmieściłabym się w majtki. Mam szeroki tyłek (tzn. bez przesady noszę S/M) a biust B. Wzięłam rozmiar L więc osobom noszącym typowe M już nie polecam mimo tego że są sznurowane majtki. Mój strój w realu wygląda tak:



Zapinanie metalowe jak widać. W zestawie dostałam także ramiączka, które można przewiesić sobie przez szyję. Strój kosztował mnie dokładnie 26,87zł więc nie jest to jakaś kosmiczna cena. Nie miałam okazji go jeszcze na sobie w całości mieć, gdyż jeszcze w tym roku nie byłam nigdzie nad wodą się opalać.Za to opalałam się na podwórku w samej górze. Ale mierzyłam go już w całości kilka razy i nie mogę się doczekać kiedy w nim wystartuję i opalę mój blady tyłeczek! Jeśli ktoś jest chętny zostawiam linka do stroju KLIK
U mnie dziś upalnie i chłodzę się wodnistym i zimnych arbuzem :) 


Zamawiałyście coś kiedyś z AliExpress? Jesteście zadowolone? Może któraś ma taki sam strój jak ja? :) Piszcie w komentarzach! 

piątek, 15 lipca 2016

Krem do rąk i ciała Indigo

Dzień dobry Kochane! Jakby nie licząc tych postów o mnie, współpracy i kontakcie, napisanych głównie pod menu to jest to mój pierwszy post! Postanowiłam, że podzielę się z Wami dziś tym co kocham. Chyba każda kobieta ubóstwia balsamy do ciała i kremy do rąk a ja w szczególności jestem ich fanką! Krem do rąk firmy Indigo poznałam około ponad rok temu dzięki mojej stylistce paznokci. Najpierw kupowałam sobie małe buteleczki 100ml (20zł), wystarczały mi w zupełności na kilka miesięcy. (Przy "częstowaniu" wszystkich na około.) Ale teraz się totalnie od nich uzależniłam i czas ich wydajności się nieco skrócił do 2 miesięcy, coś koło tego. Miesiąc temu, przed wyjazdem do Niemiec zaopatrzyłam się pierwszy raz w butelkę 300ml (35zł) z wiadomych powodów.



Jak widać buteleczka i design jest świetny! Tak, jestem osobą na którą ten chwyt marketingowy działa w 100%. Bogu dzięki, razem z pięknym wyglądem idzie też praktyczność. Balsam można wykorzystać na maksa poprzez pompkę oraz dodatkowe odkręcenie sobie buteleczki i wydostanie resztek. Zapachy tych balsamów są: cudowne, boskie, mega, zajebiste, nieziemskie, magiczne! Dużo by wymieniać. Mój to Indigo Arome 99 o słodko-kwaśnej nucie zapachowej. Balsam ma kremową konsystencję, która wchłania się w mgnieniu oka. Pozostawia cudowny zapach na ciele na długo, Po nałożeniu czuję się jakbym wyszła dopiero spod prysznica! Totalnie odżywia skórę. Jestem w nim zakochana. Co nie znaczy, że zrezygnowałam z małego kremu do rąk. Różnią się one tylko konsystencją. W dużej buteleczce balsam jest trochę rzadszy. Mały zaś jest bardziej ubity i nadaje się super do rąk chociaż duży też świetnie sobie z tym radzi. Najlepiej mieć oba!

 

Mała buteleczka u mnie leży sobie w torebce i jest zawsze i wszędzie ze mną. Bardzo przydatna. Mieści się do najmniejszej mojej torebki więc jestem zadowolona. Lubię mniejszą wersję za to, że częściej można sobie zmieniać zapachy. Przy codziennym stosowaniu,szybko może się znudzić. Wersję dużą mam pierwszy raz więc nie wiem na ile dokładnie będzie wydajny ale mnożąc 100ml, które starczało mi na 2 miesiące średnio x3 (300ml) = pół roku. Kwota 35zł na pół roku jest dosyć rozsądna dla mnie. Niedawno wyszła również wersja mini kremu do rąk, typowo do torebki tzw. rybka 30ml (15zł). Jak dla mnie sprawa się nie opłaca, bo za 20zł mam 100ml a kwestia wielkości butelki nie stanowi dla mnie problemu. Wszystkie produkty znajdziecie sobie na stronie Indigo.
W planie mam wypróbować jeszcze ich lakiery hybrydowe, kuszą mnie strasznie a zachęciły mnie dobre żele w pędzelku, na których pracowała moja stylistka paznokci. Trzymały mi się po 5-6 tygodni i nic nie odpadało, może hybryda równie dobrze się sprawdzi. Kolory mają boskie! Jednak na razie barierą jest cena.

A wy używałyście tych kremów/balsamów? Bądź coś jeszcze innego z tej firmy? Piszcie w komentarzach! :)

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.